Ukończyłem kolejny, stary fajnal. Tym razem był to zremasterowany Final Fantasy VIII. Nie pamiętam, kiedy poprzednim razem grałem w tego fajnala. Pewnie dawno temu. Jakby nie patrzeć, to był mój pierwszy FF zagrany ze wszystkich. Z jednej strony trzymam w pamięci piękne, nostalgiczne wspomnienia. Z drugiej strony wolałbym trzeźwo nazywać rzeczy, które teraz mi się podobały, a które nie. I tak też tutaj uczyniłem. Oto garść moich przemyśleń po ponownym przejściu tej gry:
- nie odkryję Ameryki, to była ta sama gra z tą samą fabułą. Zarąbiste fragmenty przepleciono „nieśmiertelnością” bohaterów, Deus Ex Machiną. Czymś, co mogło zostać wymyślone na poczekaniu,
- Squall — specjalista od strzelbo-ostrza, skuteczny wojownik, ale jako introwertyk według mnie kompletnie nie nadawał się na dowódcę pomimo tego, że gra starała się go pozycjonować w tej roli (tym bardziej mnie to kłuje, ponieważ sam jestem introwertykiem i sam pamiętam historie ze swojego życia, w których rola lidera nie była mi pisana 😁),
- jeśli jako Squall wybierzemy pozytywne opcje dialogowe, to rozmówcy i tak ciągną łatkę Squalla introwertyka – „Hej, to do Ciebie niepodobne”,
- dialogi wewnętrzne, jakie toczył w głowie Squall, były takie niepokojąco prawdziwe,
- whatever…
- część informacji na temat postaci i świata poukrywano w komputerze Squalla, jedna z nich również przepowiadała co nieco 😉,
- na szczęście pozostałe postacie z drużyny czy paczka Laguny nie były tak skrajnie krawędziowe jak główny bohater i ogólnie uważam ich za w porządku,
- Robin Williams – pamiętamy,
- Moomby były fajnymi stworzeniami, ya know!?
- ósma część fantazji miała bardzo duży świat do zwiedzania, było co tu robić, odkrywać, z kim pogadać na mieście,
- zwiedzając Balamb Garden czy Galbadię Garden mogłem poczuć studencki klimat — rozmowy na korytarzach, sale wykładowe, ładne studentki ( ͡° ͜ʖ ͡°),
- karcianka Triple Triad w dalszym ciągu była bardzo grywalna, można było zagrać ze sporą ilością NPC-ów na całym świecie, karty pozamieniać na przedmioty, potwory na karty (z karcianką o podobnym rozmachu spotkałem się ponownie dopiero przy Wiedźminie 3, a pomiędzy tymi grami przecież dzieli przepaść w latach),
- szkoda tylko, że grafiki potworów na kartach zrobili w remasterze z rzutu ogólnego, przez co te karty wyglądały biedniej,
- OHHHH YEAHHHHH!!
- większość walk (jak to w serii FF) można było przejść samymi atakami wręcz z okazjonalnym leczeniem,
- wysysanie czarów z potworów ssało, zwłaszcza na początku, a było potrzebne dopóki nie nauczyłem się zdolności modyfikowania kart i przedmiotów na czary,
- podpięcie czaru Death pod atak statusem pozwalało mi zabijać sporo przeciwników jednym ciosem,
- lubię limity z tej części, miały coś z quick-time eventów i można było ich tu często używać,
- ocenzurowali Guardian Force Siren w remasterze 😁
- Woo-hoo!
- muzyka z FFVIII posiada jedną z najlepszych ścieżek dźwiękowych w historii tej serii, motywy bitewne z bossami, motyw z Laguną — wymiatały,
- Eyes on Me było w dalszym ciągu fajne do posłuchania, z tekstem nawiązującym do fabuły,
- remaster oceniłbym zarówno dobrze, wspomagacze rozgrywki pomagały jak trzeba, postacie zostały ładnie odnowione, szkoda, że tego samego nie mogłem powiedzieć o mapie świata,
- jak i niedobrze — bowiem remaster został skopany na najnowszej wersji Windows 10 — z jakiegoś powodu postacie poruszały się zauważalnie wolniej i można było to naprawić podmieniając pewne pliki w katalogu lub zagrać na starszej wersji Windows 10.
Czy poleciłbym zagrać w zremasterowane Final Fantasy VIII? Jak najbardziej. Tylko może nie w pierwszej kolejności, bo ta część była bardzo specyficzna. I przez to ma wielu zwolenników jak i przeciwników.
Muzyka do gry Final Fantasy VIII:
Force Your Way ♫ The Man with the Machine Gun ♫ Roses and Wine ♫ My Mind ♫ Under Her Control ♫ The Stage is Set ♫ Fragments of Memories ♫ Fisherman’s Horizon ♫ The Oath ♫ The Legendary Beast ♫