Alo-Happy! Poprzednia turowa część pt. Yakuza: Like a Dragon to była dla mnie gra—ewolucja w stronę turowych jrpgów, z soft rebootem w postaci nowego bohatera Ichibana Kasugi i garścią pomysłów, które mogły być lepiej doszlifowane albo napisane, jeżeli mówimy o głównej fabule. W podsumowaniu tamtej gry napisałem, że liczę na lepsze wykorzystanie potencjału mechanik jrpg i rozwinięcie bohaterów w sequelu. A następcę pt. Like A Dragon: Infinite Wealth właśnie niedawno przeszedłem. I cóż, twierdzę, że to również mogła być lepsza gra. Ale nie wybiegając od razu do wniosków, chciałbym zaprosić do przeczytania mojego wpisu, w którym podsumuję moją hawajską przygodę z Ichibanem i spółką.
W Like A Dragon: Infinite Wealth ponownie wcielamy się w Ichibana, który po latach bycia yakuzą, zatrudnia się w yokohamskim pośredniaku i pomaga innym ex-gangsterom znaleźć pracę w normalnym życiu. Jego kariera sypie się, kiedy złośliwa vtuberka oskarża go o oszustwo, przez co traci pracę i staje się wyrzutkiem. Niedługo po tym zdarzeniu dowiaduje się czegoś zaskakującego. Nieżyjąca matka bohatera okazuje się, że żyje i obecnie przebywa na Hawajach. Ichiban bez zawahania pakuje się i leci do Honolulu na spotkanie z rodzicielką. Na miejscu jednak ląduje nagi na plaży, okradziony ze wszystkiego i zostaje wplątany w nową intrygę z lokalnymi gangami. W tym hawajskim chaosie jego ścieżki przecinają się z Kazumą Kiryu, legendarnym yakuzą działającym pod przykrywką na tajnym zleceniu, który jednocześnie zmaga się z własnymi problemami zdrowotnymi. Panowie łączą siły, aby razem odnaleźć matkę Ichibana, zanim zrobią to hawajskie gangi, które polują na kobietę z równym zaangażowaniem.
Niestety, nie mam dobrej wiadomości dla osób, które zastanawiają się, czy można zacząć granie w Yakuzy od Infinite Wealth. Opowieść została tak napisana, że wymagana jest znajomość poprzednich części, zarówno tych numerowanych z Kiryu, jrpga z Ichibanem (po co był ten soft reboot?) i spin-offem z Kiryu-agentem (chyba, że macie wywalone na spoilery wcześniejszych wydarzeń, nawiązania i powracające postacie).
U podstaw gra składa się z kilku filarów:
- fabuły, która jest klasyczną Yakuzą, z typowymi dla tej serii zwrotami akcji przeplatanymi zwariowanym humorem, tylko w hawajskim otoczeniu,
- dwójki głównej bohaterów — Ichibana i Kiryu — którym towarzyszy łącznie ośmioro bohaterów,
- turowych walk z elementami QTE i systemem klas bohaterów na wzór gier jrpg,
- i trzech rozbudowanych minigierek zapożyczonych z innych gier. Mam tu na myśli menelskie Pokemony, budowanie kurortu na wyspie w stylu Animal Crossing i klona Persony, gdzie przemierzamy losowo wygenerowane lochy i rozwijamy social-linki.
To jest bardzo rozbudowana gra i moja opinia jest taka, że grało mi się fajnie, dużo się pośmiałem, ale pod wieloma względami ta część jest zbyt przepakowana recyklingiem i zbyt schematyczna. Albo po prostu zbyt długa. Zabrakło mi „wow, wow, wow”. Czegoś, co ze mną zostanie. Za dużo tu kalki z poprzednich historii i magicznie powracających postaci z substory w duchu „eee, to już było i nie ma sensu”. Szkoda, bo założenia były ciekawe — nowa miejscówka na Hawajach, wątki rodzinne Ichibana i chorego Kiryu. Nawiązując do wstępu, Infinite Wealth zbytnio nie rozbudowuje bohaterów, obecność Kiryu wydaje się być bardziej fanserwisowa, a mechaniki jrpg, choć są lepsze, to mimo wszystko zalatują drewnem w porównaniu do innych gier tego gatunku (np. natychmiastowe pokonywanie przeciwników jest za wolne, a generowane lochy wieją monotonią).
Ale żeby tylko nie marudzić, to z absurdalnych rzeczy dowiedziałem się z gry, że na Hawajach można spokojnie się komunikować na przemian po angielsku i japońsku. I wszyscy się zrozumieją. A przechodnie są zawsze przyjaźnie nastawieni: „aloha”, „hey…asshole”, „this ain’t a show dipshit”, „hahaha, found you” (chyba, bo nie znam hawajskiego 😅). Poza tym gra nieco przemyca wiedzy o hawajskiej kulturze, co też doceniam.
Najbardziej mi się spodobał wakacyjny klimat, humor z debilnymi postaciami, muzyka (całe spektrum gatunków na czele z robo-dubstepem), nowe minigierki i mechaniki jrpg (przebierankowe klasy i walka). Jak można wywnioskować wcześniej, nie jest to może mistrzostwo jrpg, ale walki są dynamiczne, a opcjonalne starcia z minibossami są nawet dość wymagające. Poza tym jest na czym przywiesić oko podczas animacji ataków.
I znowu zagwozdka, jak to wszystko podsumować? Like A Dragon: Infinite Wealth to mogła być krótsza gra. Albo lepsza. A wyszła średnia hawajska dla każdego (fana Yakuzy).





Muzyka do gry Like a Dragon: Infinite Wealth:
Burned Out ♫ Knavish ♫ Viva La Vida! ♫ Going Well Together ♫ Cut Scene:See You on Saturday! ♫ Feel Free ♫ Perfect Encirclement ♫ Sanctions ♫ Waikiki Down Beat ♫ Cut Scene:Hangover ♫ Cut Scene:KAZOKU ♫ Giftiger Füllhalter ♫ The End of Denial ♫ Sad Mechanism ♫ Thug’s Hangout ♫ Hellfire Fury ♫ BodyBag ♫ Reminiscent Mood ♫ Mino’aka ♫ Mahana ♫ Gossip ♫ 金の光は七光 – KANE NO HIKARI HA NANAHIKARI ♫ のんびりしようぜ – NONBIRI SHIYOUZE ♫ SOKONUKE NA YATSURA ♫ Coquettish ♫ Full of It ♫ Finger Tactics ♫ Skit ♫ Let’s Get Started ♫ Just Keep Fighting ♫ Seize The Victory ♫ Lighten Up ♫ Sicko Snap ♫ Waste of Time ♫ I’m Jelly ♫ Julie’s Gearworks ♫