Przeszedłem ostatnio Motorslice, grę-indie stworzoną przez dwójkę braci z Brazylii i wow, nie spodziewałem się aż tak intrygującej i pomimo prostoty tak napakowanej produkcji.
Na początek zalążek fabuły. W grze kierujemy poczynaniami dziewczyny o imieniu P, która dzierży mechaniczną piłę i wyrusza do dziwnego kompleksu, aby powstrzymać opętane maszyny budowlane. Bohaterce towarzyszy kulisty bot o ksywce Orbie, który może poświecić latarką, a w rozgrywce służy jako kamera dla graczy (w trakcie widzimy tylko jego cień). I to nie jest jedyna funkcja bota, o czym wspomnę jeszcze później.
U podstaw Motorslice czerpie inspiracje z trzech produkcji: Prince of Persia, Shadow of The Collosus i Nier Automata, ale w swojej stylistyce gra jest też dość unikalna. Warstwę gameplayu stanowi Prince of Persia. Czyli idziemy i skaczemy naprzód, wspinamy się na duże wysokości, bujamy się na prętach i biegamy od ściany do ściany (w dosłownym znaczeniu). Możemy także przemieszczać się po ścianach wiercąc nimi wspomnianą piłą. Do tego w grze jest mnóstwo piasku.
Walka jest podstawowa, większość maszyn pokonuje się jednym ciosem lub jadąc po nich piłą jak po ścianach, ale w swojej prostocie daje frajdę. Obok standardowych przeciwników mamy też starcia z bossami tj. ogromnymi maszynami na wzór Shadow of the Colossus, gdzie pojedynek jest bardziej wspinaczką z łamigłówką. Fabuła zresztą budzi skojarzenia z grami Fumito Uedy, bo jest opowiedziana szczątkowo. Nie kwapi się do wyjaśniania lore’u i zostawia interpretację graczowi.
Z Nier Automaty natomiast zaczerpnięto gameplayowe smaczki, fanserwis i elementy droczenia się (no i P podkłada głos ta sama angielska aktorka od 2B). W grze możemy przywołać Orbiego i strzelić sobie selfiaka z różnymi gestami. Gdy zrobimy zoom, to P zarumieni się. Jeżeli jednak zamachniemy się piłą na zbliżeniu, to coś się stanie (a to nie wszystko). Do tego P robi przeróżne cool/hot pozy, gdy odstawimy pada. Największe kontrowersje pewnie wzbudzą rozmowy P z Orbie, które mają pewien kokietujący waifu-vibe, ale też krindżowo-fetyszowski simp-vibe. Bo gracz (jako Orbie) może odpowiedzieć zwyczajnie lub yyy…konesersko? (Yoko Taro i Hideo Kojima pewnie robią notatki 🤓)
Tyle z opisu gry i jej mechanik. Co mi się w niej najbardziej spodobało? Oprócz wspomnianej wybuchowej mieszanki kilku gier, to do gustu przypadła mi estetyka PS1 z grafiką i drum’n’bassową muzyką na czele, prosty cel (idziesz naprzód lub zbierasz dodatkowe orby za pomocą skaneru, nic poza tym) i ogromny, intrygujący świat. Jako P poruszamy się po megastrukturze złożonej z wielu biomów, gdzie wchodzimy coraz wyżej i wyżej, ale całość jest w dalszym ciągu jakby jedną mapą. W pewnych momentach gry możemy zerknąć na dół i mieć fajne uczucie „Ooo, tam leży boss, z którym walczyłem dwie godziny temu”. Artystycznie ktoś się nieźle do tego przyłożył. Poza fanserwisową fotogeniczną bohaterką, miejscówki też są warte zrobienia screenshota.
Co natomiast mi nie pykło? Czasami wbiegamy do środka budynków, gdzie jest kompletnie ciemno i trzeba świecić latarką. Gra nie jest horrorem, ale nie lubię tego typu lokacji. Przydałaby się łatka, która naprawi zmianę kierunku podczas jazdy piłą po ścianie, bo jest skaszaniona (tworzy to vibe Ninja Gaidena 1, gdzie wiesz, co chcesz zrobić, ale pad odmawia współpracy i tkwisz 15 minut w jednym miejscu). Gra jak na stylistykę PS1, nieźle oznacza kierunki niczym jak w nowoczesnych grach, ale w jednym rozdziale akurat tego zabrakło i wyjątkowo się zgubiłem.
Z grubsza i tak przez większość to był miło spędzony czas.
– No więc, dzięki Motorslice.
– Motorslice?!
– Ponieważ…um…rozcinasz maszyny na kawałki.
– Ach, tak.




Muzyka do gry Motorslice:
Brutal Rush ♫ Automata ♫ Heavy Machine (Boss Theme 1) ♫ Deadly Engine (Boss Theme 2) ♫ Ancient Tomb ♫ Life of a Slicer ♫ Endless Corridors ♫ MEGASTRUCTURE ♫ Deadly Engine (Ambient Mix) ♫