Ninja Gaiden: Ragebound
recenzja / opinia / podsumowanie

Ninja Gaiden: Ragebound

Ninja Gaiden: Ragebound

Przeszedłem ostatnio platformówkę z pewnej serii, która odżyła po latach nieobecności. I to odżyła na grubo, bo wyszły aż TRZY części w ciągu 2025 roku. Nawiązując do jej tytułu, związałem Ninja Gaiden: Ragebound i ukończyłem (ale bez furii 😉).

Jest to fajna platformówka-hack-and-slash łącząca założenia 2D i 3D Ninja Gaidenów. W fabule wcielamy się w dwóch bohaterów: w Kenjiego, ninję-adepta z klanu Smoczego Ninja Ryu Hayabusy i Kumori, kunoichi z konkurencyjnego klanu Czarnego Pająka. Bohaterowie z początku kierują się różnymi pobudkami (w innej grze pewnie by walczyli ze sobą), ale w Ragebound w wyniku pewnego zbiegu wydarzeń muszą ze sobą współpracować, aby powstrzymać demony atakujące ludzki świat. Jeżeli graliście w jakikolwiek Ninja Gaiden, to fabuła będzie w stylu „witamy w domu”. Standardowa dla Ninja Gaiden i innych platformówek, ale z pewną szczyptą sarkazmu, więc i zabawna.

Gameplayowo gra jest nieźle zrobiona. Przechodzimy w niej liniowe etapy, w których ciachamy przeciwników na kilka sposobów, zdobywamy ukryte znajdźki i możemy zaliczyć dodatkowe wyzwania. Oprócz chodzonych ścieżek mamy również jazdę na motorze czy też przelot będąc podwieszonym na helikopterze (dzwoniła Contra). W teorii można tu iść prosto do mety, ale przez te dodatkowe rzeczy, zawsze chciało mi się robić jak najwięcej. Pomiędzy etapami wybieramy na mapie świata fabularne i opcjonalne etapy, a także odwiedzamy sklepik Muramasy, w którym kupujemy nowe zdolności i pasywki. Pomimo Ninja Gaiden w tytule, poziom trudności Ragebound był dla mnie rozsądny i uczciwy (można go obniżyć asystami w menu).

Dużym plusem jest muzyka. Są to dynamiczne kawałki zagrzewające do walki, które kupiły mnie tzw. pojedynkami gitary elektrycznej z syntezatorem. Bardziej mi ten format muzyki podchodzi i trochę żałuję, że nie zdecydowano się na niego w edycjach 3D.

Minusy? Niektóre znajdźki są kijowo pochowane (pozdrawiam ludzi z komentarzy na YT, którzy pisali pod filmami ze znajdźkami „niech zgadnę, wszyscy zajrzeliście tu po trzecią czaszkę?”). W grze zdarzyło mi się kilka bugów typu zepsuta kamera, zepsuta cutscenka (szybki reset i naprawiło się samo). Im dalej, tym przyznaję, że gra traciła też nieco uroku wow. Ale jak już o tym zacząłem myśleć, to nastąpił koniec.

Przejście zajęło mi około 10 godzin tj. etapy główne i opcjonalne, bez odblokowanego harda. Ostateczny werdykt o Ninja Gaiden: Ragebound sparafrazuję jednym z dialogów Kumori z Kenjim: „I jak, było źle? Taaaak…. (dop. dobrze)” 😁.

Ninja Gaiden: Ragebound
Ninja Gaiden: Ragebound
Ninja Gaiden: Ragebound

Muzyka do gry Ninja Gaiden: Ragebound:

On the Way to the Moonlight Duel ♫ Find Your Inner Peace ♫ Burning Again ♫ Kenji’s Theme ♫ Lurking in the Forest ♫ Finding Your Way Up ♫ Up in the Cedar Trees ♫ Monster Attack! ♫ Black Spider Clan HQ ♫ Kumori’s Theme ♫ Kû no Tani’s Theme ♫ Entwined Fates ♫ Three Crystals ♫ Unbreakable Determination (Ragebound Version) ♫ Sea of Blood ♫ A Pirate Enthusiast ♫ Fighting Rhyvashi! ♫ Sneaking Out ♫ Isolated Battleship ♫ Super Express to Hell ♫ Kaze no Chronicle ♫
Moja strona używa plików cookie. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji na ten temat znajdziesz tutaj.